Rozmowy o śnie: Pola i Wojtek

Porozmawiajmy o śnie. O codziennych rytuałach, które pozwalają odpocząć, o tym, co umila wieczór i wprowadza w błogi stan relaksu. O najlepszych sposobach na dobre rozpoczęcie dnia. O pospiesznych poniedziałkowych porankach i niedzielnych śniadaniach w łóżku.

Tym razem o domowe zwyczaje zapytaliśmy parę Polę i Wojtka, którzy od kilku lat mieszkają w stolicy Irlandii. Pola na co dzień pracuje w branży rekrutacyjnej, w wolnym czasie kolekcjonuje kwiaty doniczkowe i ubrania vintage. Wojtek zajmuje się nieruchomościami, a wieczorami oddaje się swojej pasji – tworzy skórzane portfele i akcesoria pod marką Skallengoods. Zapraszamy na dublińskie domowe historie 🙂

 

Jak Wam się żyje za granicą?

Pola: Irlandię traktujemy jak drugi dom. Po kilku spędzonych latach można powiedzieć, że zapuściliśmy tutaj korzenie. W zielonej wyspie naprawdę można się zakochać. My mieliśmy dodatkowo to szczęście, że zakochaliśmy się też w sobie 🙂

Powiedzcie nam kilka słów o Waszym domu.

Pola: Nasz kąt ma niecałe 35 metrów, które dzielimy z dosyć wymagającym kocim dzikusem o imieniu Urszula. Niestety nie należymy do osób z minimalistycznymi upodobaniami, jeśli chodzi o ilość posiadanych rzeczy. Nie pomaga również fakt, że oboje lubimy włóczyć się po pchlich targach i wyprzedażach garażowych.

Wojtek: Mieszkając z dala od domu, człowiek robi się bardziej sentymentalny, dlatego mamy tutaj wszystko, co jest nam bliskie: mały ogródek (a właściwie to już małą dżunglę), drobną galerię obrazów, trochę książek i “łupów” z podróży.  Mieszkanie służy też jako workshop, wiec jakiś czas temu wzbogaciło się o skrzynki z narzędziami oraz zwoje skór.

Wojtek, skąd pomysł na tworzenie skórzanych akcesoriów?

Wojtek: Można powiedzieć, że rzemiosło mam we krwi. Moja babcia i dziadek byli szewcami. A ja od dzieciństwa lubiłem prace manualne. Od chwili, gdy po raz pierwszy wyciąłem skórzany kawałek używając do tego jakiegoś starego noża i zacząłem szyć swój pierwszy portfel, zakochałem się w rzemiośle. Cieszę się, że coraz więcej osób używa moich wyrobów – zamówienia spływają z całej Europy 😊

 

Oboje macie sporo zajęć. A czas wolny? Jak odpoczywacie? 

Pola: Mieszkamy w samym centrum, oboje bardzo dużo pracujemy, dlatego każdy wolny dzień staramy się spędzać, jak sami się śmiejemy, ”przytulając się do drzewa”. Lubimy szwendać się po górach, plażach, lasach. Wszędzie, gdzie możemy być blisko z naturą.

Poranek czy wieczór? Jaka jest Wasza ulubiona pora dnia?

Pola: Poranek, zwłaszcza pochmurny i deszczowy, kiedy możemy sobie pozwolić na odrobinę leniuchowania w trójkę z Ulą, czyli naszym adoptowanym kotem.

Wojtek: Poranek, najlepiej słoneczny, biwakując na dzikiej plaży albo w górach. Wieczór też jest spoko, ale tylko wygodnie pod ciepłym kocem, jak stare dobre małżeństwo 🙂

 

Macie jakieś swoje rytuały? Jak wyglądają Wasze wieczory?

Wojtek: Wspólna kolacja, trochę czasu razem i z naszym futrzastym „dzieckiem”, żeby nadgonić zaległości i wrażenia z dnia, przegadać nowe pomysły i inspiracje, a potem każdy z nas zasiada do swoich dodatkowych zajęć, czytaj dłubania w skórze i przygotowania zamówień. Po dniu pełnym zajęć nie mamy problemu z zasypianiem 😉

Pola: Ostatnie miesiące są szczególnie intensywne, ponieważ dodatkowo pochłaniają nas przygotowania do ślubu. Zdecydowanie doba ma dla nas za mało godzin, ale na szczęście organizacja to nasze drugie imię, wiec jakoś dajemy rade 🙂

A co najlepszych organizatorów stawia na nogi po przebudzeniu?

Pola: Po pierwsze to nasz mały emocjonalny wampir, który jeśli tylko zobaczy czyjeś otwarte oko, potrzebuje porannej porcji czułości. Po drugie: kawa lub guarana, po trzecie: dobra muzyka na dobry początek dnia.

 

Niektórzy ludzie mieszkający za granicą każdą wizytę do domu rodzinnym traktują bardzo sentymentalnie. Podobno we własnym, starym łóżku zawsze dobrze się śpi. Co Wy na to?

Pola: Irlandczycy często mawiają, że trawa gdzie indziej jest bardziej zielona. Nie wydaje mi się, żeby zawsze tak było, ale kiedy przyjeżdżamy do domu, to powiedzenie faktycznie się sprawdza. Nie znam innego miejsca, które jest bardziej sielskie. Będąc tam, każdy moment jest na wagę złota. Z kilkudniowego pobytu, czerpię ile się da, żeby potem będąc w Irlandii moc przywołać wszystkie te chwile. A co do zasypiania, nigdzie chyba nie zasypia się tak beztrosko i bezpiecznie, jak we własnym łóżku.

.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *